hell yeah:)

Hanka ma prawie 2 miesiące:) 15 będzie dokładnie. W tym czasie nie udało się nam jej ukatrupić. Dzieć żyje i ma się dobrze (poza alergią niewiadomego pochodzenia). Większego uszczerbku na zdrowiu też nie odnotowano. Co do psychiki to zobaczymy za lat kilka, na razie wydaje się być całkiem normalna:)

Śmiem zatem mniemać, że na rodziców się nadajemy. I chyba nawet teściowie się o tym przekonali, bo przestali tak często odwiedzać i dzwonić z pytaniami jak tam mała. Czym z resztą irytowali bardziej syna swego niż mnie. I nawet nie chodziło o same wizyty ale o przewrażliwienie świeżo upieczonych rodziców i chęć wykazania się.

Na początku mieliśmy wrażenie, że jesteśmy traktowani jak debile, którym się dziecko trafiło i teraz "coś z tym" trzeba zrobić. Daliśmy radę? Daliśmy. Czasem wystarczy trochę zaufania do "świeżaków".


A tak z innej beczki, to już się nie mogę doczekać, żeby mąż mój jedyny oddał w końcu pracę, obronił się i wziął Młodą na spacer. Mogłabym odgruzować mieszkanie...Albo pohaftować trochę.

2 komentarze:

  1. hyhy:))) jesli sie czlowiek stara zawsze wszystko sie uklada:)) buziaki dla was Misiczki:P

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz niebędący obelgą dla mnie i moich czytelników jest ważny i mile widziany! Dziękuję za "nakarmienie" mojego bloga:)