Chichot losu...


Chwilowo nie nadajemy...
Hance wyszedł trzeci z 4 idących zębów, kolejny prawie widać. W dodatku się rozchorowała i to ewidentnie z mojej winy.
Pociesza mnie tylko to, że w ten sposób jej organizm staje się bardziej odporny.
Tyle, że ja padam na twarz.
Ale nie nadajemy też, bo chwilowo średnio mam ochotę.
Mam wrażenie, że los drwi z mojej rodziny na każdym kroku.
Śmieje się prosto w twarz.
A ja czuję się jak w czeskim filmie.

Będę jak będę.

Póki co przypominam o Candy, jeszcze tylko kilka dni, a następne będzie tylko dla obserwatorów:)


Dobrej nocy!

Anjamit

12 komentarzy:

  1. Wracaj szybko...a los niech Wam sprzyja.

    OdpowiedzUsuń
  2. Gratuluję ząbków. Wypoczywajcie i odzyskujcie siły.

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratuluję ząbków, trzymam kciuki żeby wszystko się u Was unormowało. Buziaki

    OdpowiedzUsuń
  4. Od nas wszystkiego dobrego, by zła passa przeminęła :*

    OdpowiedzUsuń
  5. Ja jak zwykle, życzę mnóstwo zdrowia dla Ciebie i rodzinki, bo zdrowie jest tak bardzo potrzebne. Odpoczywaj i uważaj na siebie;)

    OdpowiedzUsuń
  6. zdrówka i dużo cierpliwości.
    nie załamuj się, są lepsze i gorsze dni, akurat trafiłaś na te gorsze - przejdą ;)

    buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  7. no to chyba mamy ten sam stan, trzymajcie sie dziewczyny:** zdrowka

    OdpowiedzUsuń
  8. oj, kotku, to ja tulę znowu mocno. czuję, że jest Ci niewypowiedzianie źle.

    OdpowiedzUsuń
  9. Trzymajcie się cieplutko i czekamy na powrót.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz niebędący obelgą dla mnie i moich czytelników jest ważny i mile widziany! Dziękuję za "nakarmienie" mojego bloga:)