Bez ładu i składu...

Miał być post (konkretny post) ale nie będzie....
Miał być obiad dla Hanki, ale tez nie będzie...
Powód?
Matka cierpi na wszechogariajaca niemoc...
Tzn. obiad ugotowałam...
Tyle, że z powodu chili dostałam wytrzeszczu.
Po "ratowaniu" Hankowy obiad smakuje gorzej niż pomyje...
Nie może być aż tak źle?
Oj może...
Sorry Cię bardzo dziecko, ale dostaniesz przedszkolny obiad.
Ku mojej rozpaczy, bo znów mięso...
Poza tym jakoś nie mam przekonania do wytworów kucharza, który dosładza surówki...

Dziś śmiało mogę zacytować ikonę polskiej rozrywki i powiedzieć
"i nie będzie niczego"...
Bo jak już napisałam cierpię na niemoc.
W dodatku boli mnie tylna część mojej skromnej osoby, bom w pędzie do pracy orła wywinęła i nogami się nakryła....

No...to to by było na tyle...
Kolorowych....

Anjamit

Hania testuje - Szczoteczki Mam

Na pierwszy rzut do testowania poszedł zestaw szczoteczek.
Przyznam się, że to na nie najbardziej czekałam.
Pewnie dlatego, że należało w końcu zaczać myć zęby Hankowe pasta, nie tylko woda.
Paste dobra kupiłam brakowało porzadnej szczoteczki.
Mieliśmy komplet szczoteczek firmy X, ale nie byliśmy zadowolenie z tej ostatniej, najważniejszej...

Szczoteczki od Mam prezentuja się tak:



Krażek na więszkej z nich ma chronić gardło dziecka tak, by szczoteczka nie docierała zbyt głęboko.

Poniżej szczoteczka Mam w porównaniu ze szczoteczka firmy X.


Hania uwielbia myć zęby i masować dziasła. Zwłaszcza teraz, gdy ma nowa szczoteczkę i pastę do zębów.


Uwielbia do tego stopnia, że nie chce oddać szczoteczki.


Najlepszym dowodem na to jest filmik:) (nie wiem czemu nie załadował się poprawnie)





Jeśli chodzi o same szczoteczki, to muszę przyznać, że sa rewelacyjne.
Włosie jest miękkie, gęste i nie za długie, a to sprawia, że mycie zabków jest łatwe i przyjemne.
W dodatku firma Mam pomyślała i w zestawie zawarła dwie szczoteczki. 
Jedna dla dziecka druga dla rodzica, tak, żeby mógł wymyć dziecku zabki podczas gdy maluch świetnie się bawi mniejsza szczoteczka.

Po więcej informacji zapraszam tutaj


Anjamit

Tell me some Color Stories....

Od jakiegoś czasu dostępna jest nowa kolekcja pościeli


Możecie obejrzeć ja oczywiście na stronie firmy:)

Prócz nowych wzorów stworzonych przy udziale rysowniczki Agaty Raczyńskiej,
pojawiły się także piękne dekoracje do dziecięcych pokoików.

Jest też coś nad czym rozmyślam od jakiegoś czasu, a mianowicie pościel przedszkolaka.
Nie wiem czemu, ale chcę żeby Hania miała swoja własna pościel.






Muszę się przyznać, że kocyk, który otrzymałyśmy do testowania kilka miesięcy temu jest naszym ulubionym.
Ma jedna wadę...
Nie rośnie razem z Hania.

Po praniu (klikukrotnym) wyglada nadal tak samo jak po wyjęciu z paczuszki, co świadczy o rewelacyjnej jakości.

Podusia, która jest prana częściej niż kocyk (między innymi dlatego, że kociaki również ja sobie upodobały) też wyglada jak ledwo spod igły wyjęta.

Jeśli chcecie zobaczyć więcej pięknych zestawów zapraszam Was tutaj :)

A jeśli chcecie sami poczuć na skórze dotyk ColorStories zapraszam Was do naszego urodzinowego konkursu, w którym wygrać można między innymi kocyk lub śpiworek właśnie tej firmy:)





Anjamit

Bo My Mamy Mam

Mamy, a więc testujemy:)

Dzięki firmie 


Mamy możliwość przetestowania



oraz


Testowanie rozpoczęte:)
Czekajcie na relację, choć dla większości z Was produkty Mam sa znane:)






Photobucket zmienił edytor obrazów...nieładnie:(

Anjamit

O decyzjach i zasadach dla ideii...

Pewien chłopczyk, nazwijmy go Krzyś, jest dzieckiem raczej spokojnym i pogodnym.
Jak każde dziecko jest labilny emocjonalnie i jak każde dziecko 3 letnie wie co lubi, a czego nie.
Ot, normalne dziecko.

Ów Krzyś na tle swoich kolegów i koleżanek w przedszkolu wyróżnia się tym, że jest wegeterianinem.
Tzn. jego rodzice są.
Nie wiem z jakiego powodu czy czysto zdrowotnego czy ideologicznego.
Może z obydwu.
Krzyś w przedszkolu je to, co przyniosą rodzice.
I naprawdę nie widziałabym w tym nic złego, bo sama kiedyś byłam wege (no semi-wege, choć ortodoksyjni wege nie uznają czegoś takiego). Nie widziałabym w tym nic złego, bo mięso wcale nie jest zdrowe, a w jelitach po prostu gnije. Naprawdę nie widziałabym w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Malec upomina się o mięso.
Zawsze kiedy na posiłek dzieci jedzą szynkę, parówki, jakieś mięso, on zagląda im w talerze mimo tego, że ma swoją szynkę sojową.
"Mięsojady" z reguły nie lubują się w sojowych wyrobach - ja lubię.

"Ja chcę to, Pani. Ja chcę mięsko...Ja lubię mięsko"
I co zrobić? Rodzice zabraniają. Każą jeść to, co przyniosą.
Dziecko nie chce i płacze.
Bo Krzyś chce to, co inne dzieci.

Rodzice wiedzą i protestują.

I co zrobić?

Rozumiem, że rodzice mają swoje przekonania.
Ale to ich przekonania.
Zobaczcie jak ludzie potrafią brnąć w ślepą uliczkę tylko po to, by wskazać dziecku jedyną słuszną, ich zdaniem, drogę.
Żeby udowodnić, że dziecko może być wege i może być zdrowe.
Pewnie, że może być. 
Tylko, że akurat to dziecko nie chce.
Czy to próba postawienia na swoim? 
Żeby nie było, że "mięsojady" są górą?
Wiem, jak potrafią oni uprzykrzyć życie wegetarianom.
Człowiek się czuje jak kosmita, wybryk natury tylko dlatego, że nie wielbi schabowego.
W związku z tym za wszelką cenę trzyma się swojego.
Zakłada klapki na oczy...

A przecież Krzyś mógłby jeść mięso w przedszkolu.
Tylko i wyłącznie w przedszkolu.
Wtedy miał by wybór, czy chce być tak jak rodzice - wege, czy chce być "mięsojadem".
Teraz jest przymuszany do takiej, nie innej diety przez osoby mu najbliższe.

To prosta droga do tego, żeby się kiedyś poważnie zbuntował.
Znienawidził wegetarianizm i rodziców.

Żaden radykalizm nie jest dobry.

Żal mi Krzysia, ale nie wiem jak mu pomóc.
Rodzice ponoć reagują alergicznie na próby rozmowy.
Ponoć, bo to nie ja z nimi rozmawiałam...



Miało dziś być o czymś innym....
Tamten temat nie ucieknie, a sprawa Krzysia mnie męczy i to bardzo....

Anjamit