Tuli-Pyszczki i Mowlaki

Kla... kla... kla...- powtarzał na głos Tuli-Pyszczek, licząc kontrolnie odnóża nowego towarzysza. 
Stonoga stała zdezorientowana rozglądając się nerwowo na boki. Po chwili wbiła tępo wzrok w najbliżej stojącego Tuli-Pyszczka. Ten nie wiedząc, o co chodzi, odmachał jej wesoło łapką. Stonoga zmieniając taktykę, zmodyfikowała spojrzenie z tępego na błagalne. Tuli-Pyszczek wskazał łapką leżące obok ciasteczko, marszcząc pytająco miejsce na pyszczku, w którym powinna znajdować się brew. Nie zna mowlęcego*...- podpowiedział dyskretnie Miś. A... Tuli-Pyszczek nie zastanawiając się długo złapał Stonogę za najbliższą z nóg i zaprowadził do pokoju Chłopca, z zamiarem przeprowadzenia Intensywnego I Bardzo Przyspieszonego Kursu...


Dzięki Tuli Mamie i Tuli-Pyszczkom dowiedziałam się, że Hania jest MOWLAKIEM.
Jakież to teraz oczywiste.
Przecież Hania mówi.
I to dużo mówi.
Myślę, że tylko Tuli - Pyszczki mogą ją teraz zrozumieć.
My możemy się jedynie domyślać.

A kto to taki, ten Tuli - Pyszczek???

Urodzinowe inspiracje cz II

Pierwsze urodziny dziecka to bez wątpienia ważny moment w życiu rodziców.
Dla rocznego dziecka ten moment nie jest tak ważny, bo nie ma ono jeszcze świadomości tego co to są urodziny i z czym się to właściwie "je".
My, jak wielu rodziców, chcemy by ten dzień był dla nas wyjątkowy, dlatego też chcemy zadbać o jakąś miłą dla oka otoczkę.

Podobają mi się amerykańskie pomysły na pierwsze urodziny, ale nie wszystkie i nie bezwarunkowo.
Podkradam to, co mi się podoba. Całość byłaby nie do zniesienia...
Za dużo pompy, różu, słodyczy...

Chciałam pokazać to, co mnie zainspirowało.
Na wstępie zaznaczam, że zdjęcia nie są mojego autorstwa a jedynie zapożyczone z innych źródeł, które są podane pod każdym zdjęciem.


Źródło

Źródło


Źródło

Źródło

Źródło

Źródło

Może za rok będą urodziny z Bardzo głodną gąsienicą???


Źródło

Źródło

Źródło
Źródło

Może kiedyś będzie też pinata?

Źródło

Źródło

Źródło
Źródło

Źródło

Klikając napis Źródło pod pinatami dowiecie się jak samodzielnie je wykonać:)

Szukajcie inspiracji, wiele rzeczy możecie zrobić same przy naprawdę niewielkim koszcie. 
Wiele rzeczy można też za darmo ściągnąć i wydrukować.
Niestety należy ich szukać głównie w języku angielskim.

A może Wy macie jakieś własne pomysły?
Czekam na inspiracje:)



Anjamit

Jak nie urok to...

No właśnie...
Ponoć przemarsz wojsk albo sraczka...
U nas niestety i to definitywnie to drugie.
Hankowa pupa pluje kupą.
Najprawdopodobniej z powodu zębów, które postanowiły utrudnić mi ten tydzień jeszcze bardziej i jak  zwykle zaczęły wychodzić hurtem.
Nie wiem ile dokładnie, bo Hania nie daje sobie w paszczę zajrzeć.

Była już gorączka teraz pora na radioaktywną zawartość pieluszki...
Problem w tym, że ta zawartość jest do tego stopnia żrąca, że Hania niestety ma już odparzoną pupę, mimo natychmiastowej zmiany "opakowania".
Martwi mnie też zaczerwienienie w okolicy sromu.
Albo to odparzenie, albo toksyczna zawartość z pupy przewędrowała w kwiat jej przyszłej kobiecości...
Na razie obserwujemy.

Działanie w kierunku wyeliminowania radioaktywności i powrotu do stanu normalnego już zostały podjęte.
Po pierwsze SMECTA.
Po drugie nawadnianie - wodą i smectą, jak prędko nie przejdzie to i ORSALIT włączę. 
Dobrze, że mam i jedno i drugie.
Probiotyk mam ale dla dorosłych.
Nie wiem czy mogę podać, czy te dla dzieci czymś się różnią.
Chyba można go po prostu podać z wodą?
Ktoś wie?

Dieta zostanie wprowadzona jutro.

Tyle, co mogę zrobić w tym temacie.
O...Nie, pardon...
Tulić, tulić, tulić....
Raz jeszcze tulić.
I całować.
I tulić:)

Tyle, że jutro do pracy przecież trzeba iść...
Jeśli się pogorszy, to wrócę do domu i tyle.
Jeśli nie, to mąż samotnie będzie walczył z radioaktywnością zawartości pieluchy.

A miało być o urodzinowych inspiracjach...
I miał być mój tutek z robienia pomponów, specjalnie dla Takiejtyciej.
A co wyszło?
Kupa....
A nawet kilka:/

Na koniec, tak mi się skojarzyło z tym przemarszem wojsk...

...Prosto czwórkami do paszczy szły
Żołnierze mali, biali...

Kolorowych....

Anjamit

Sytuacja się chyba klaruje...sama

Prywaty ciąg dalszy...
Czemu nie, przecież to prywatny blog...

Pojechałam, popracowałam, wróciłam.
Praca ok, atmosfera ok, Hania w przedszkolu ok...
Gorzej z Hanuszkowym tatusiem, który w przedszkolu doznał syndromu nadwrażliwca i omal nie został wyrzucony i objechany przez panie za zbyt długie przeciąganie pożegnania co zaskutkowało Hankową traumą i histerią.
Ta zaś dała początek dramatowi Julki...
Wyły we dwie...
Tatusia trzeba uświadomić jak się dziecko w żłobku zostawia.

Bardzo dziękuję za słowa wsparcia.
Musiałam to z siebie wydusić i wyryczeć.
Tak już mam.
Jak się pozbędę morza łez to trzeźwiej myślę...

Sytuacja chyba się zaczyna sama klarować.
Okazuje się, że główny kontrahent mojego nowego miejsca pracy, który zapewniał 50% obrotów złożył wniosek o upadłość....
Nie wiadomo czy uda się im restrukturyzacja i czy będą w stanie spłacić długi.
Jeśli upadną, nie wiadomo co będzie z moją nową pracą.
Jeśli nie upadną, będzie trzeba ich zatowarowywać przez pół roku na własny koszt....
To tak z grubsza...

I chyba dziś jestem pewna jaką decyzję podjąć...

Już sama nie wiem jak to nazwać.
Pechem czy szczęściem.
Ale chyba sam los pokazuje nam jaką drogę mamy wybrać.

P.S Dziś nie ma przeglądu, bo nie ma zdjęć:P

Anjamit

Już jutro...

Już jutro zaczynam kolejny etap swojego życia.
Nie wiem jak długo on potrwa, bo nowy rok przyniósł wiele trudnych decyzji do podjęcia.
Na razie zaczynam nową pracę z nadzieją, że podjęte decyzje okażą się korzystne w perspektywie czasu.

Hania spokojnie śpi. Nie wie jeszcze, że jutro nie będzie się bawiła z mamą, że przez pół dnia nie zobaczy swoich kotków, że jutrzejszy dzień będzie inny.

Znam schematy kiedy to rodzice muszą po raz pierwszy oddać dziecko pod czyjąś opiekę na niemalże cały dzień. Wiem jak to przeżywają. Wiem jak niejednokrotnie przeżywają to dzieci.
Wiem też, że często bywa tak, że tuż po wyjściu rodzica histeryzujące, przerażone dziecko potrafi się uspokoić i zająć zabawą.
Wiem też, że czasem dzieci potrafią w takiej panice trwać godzinami, dopóki rodzic nie wróci.
Wiem, że Hania idzie w dobre ręce.
Że zna osoby, z którymi będzie.
Że wyciąga rączki do pani Ali, że się z nią wygłupia.
Że lubi Ewelinę i że przy niej czuje się najpewniej.
Ja to wszytko wiem.

Ale i tak mam łzy w oczach.
BA....
Chce mi się wyć....

Bo zmienia się moje, nasze życie.
Bo to co przed nami jest takie niepewne.
Bo to już nie chodzi nawet o samo oddanie Hani do żłobka.

Gdybym mogła cofnąć czas, to cofnęłabym go o kilka lat.
Do momentu kiedy we wrześniu 2005 roku mój jeszcze nie mąż wrócił z Anglii, a ja miałam właśnie zacząć studia i nowe życie w Kielcach z nim i przyjaciółmi.
Podczas jednego ze spacerów usiedliśmy na ławce pod politechniką.
G. zapytał wtedy czy nie wróciłabym z nim tam, do Anglii, żeby tam układać życie.
Byliśmy ze sobą niecały rok wtedy i to rok spędzony głównie w rozjazdach między Cieszynem, Kielcami, Londynem i Doncaster...Więcej byliśmy osobno niż razem.
Odpowiedziałam wtedy, że nie. Bo zależy mi na tych studiach.
Zostaliśmy oboje.
Skończyliśmy studia.
Pobraliśmy się.
Urodziła się Hania.

Studia nic nam nie dały.
G. nie pracuje w zawodzie.
Ja i owszem.
Za mniej niż wynosi najniższa krajowa.
Umowy mam śmieciowe.
Miałam robić doktorat, ale raz, że to kupa kasy, dwa, że to nie dla mnie.
W dodatku pewności na znalezienie pracy nie ma.
Doktorzy i profesorowie na uczelniach mili do bólu.
Do póki czerpią ze studenta korzyści.
Jeśli mogą takiego wypromować i zebrać za to kasę i punkty do doświadczenia zawodowego.
Jeśli nie, zapominają, że byli przyjaciółmi, że kontakty były zażyłe, że się przeszło na Ty, że się do siebie dzwoniło, że się razem chodziło do kina, na kawę, że się żartowało ale i rozmawiało na poważne tematy.
Teraz przy odebraniu telefonu komórkowego pada pytanie :"a z kim rozmawiam"?
Po czym tłumaczy się incydent zepsutym telefonem....
Życie w ciągłym stresie o pracę na uczelni i w stałym zakłamaniu nie jest dla mnie.
A autorytet i  życiowy mentor zmieszał się z błotem.
Niestety pozostawił po sobie gorzki posmak zawodu.

Gdybym mogła cofnąć czas do tego właśnie momentu....
To na tej ławeczce pod politechniką powiedziałabym tak.
Przecież studia mogłabym zrobić tam...
Miałyby większa wartość.

Temat wyjazdu wracał co jakiś czas.
Jednak nigdy tak realnie i mocno.

Tak sobie więc piszę i płaczę.
Bo muszę się oczyścić, wyrzucić niepokój, wypłakać go.
Wszystko po to, by móc podjąć właściwą decyzję.


Anjamit