Co oko widziało - zaległy post

Wczoraj wysiadł internet więc nie byłam w  stanie nic zrobić. Dziś natomiast dzięki temu mam nawał spraw do załatwienia plus wieczorne zajęcia e-learningowe...

Dziś z minimalną ilością słów:)

Ja Ci zrobię porządki:)

Co to? (No i cała podłoga w wodzie...Masz mamo nauczkę!)


Szaleństwo przedszkolaków...

Kolejna ciekawa butelka...

...i jej smoczek (na żywo wyglądało gorzej...)

No to się bawimy!

Ale frajda:D

A Ty co?

No i mamy komplet:) Z opaski będzie brożka pasująca do bucików. Na zdjęciu nie widać, ale to kolor fioletowy:)

Jemy?

Jemy, jemy.....

Zjem Ci ogon...


:)

Nauczyciel interaktywnej klasy

Dostałam się na bezpłatne szkolenie 
"Nauczyciel Interaktywnej Klasy" organizowane przez 
Świętokrzyskie Centrum Doskonalenia Nauczycieli
:D:D:D:D

Na pierwszym zjeździe mnie nie było, bo nie miałam z kim Hani zostawić:/
Na szczęście część szkolenia  jest w formie e-learningowej więc siedzę i nadrabiam piątkowe i sobotnie zaległości.

Trzymać kciuki:D Za to żebym miała jak to ukończyć:)

Na studia raczej nie mam szans wrócić w tym roku:(
Powód jak zwykle jeden...
Brak pieniędzy.
Nawet nie mam skąd pożyczyć. 
A najlepsze jest to, że te studia miały być przepustką do lepszej pracy....
I koło się zamyka.

No to mamy komplet...

Kiecka jest.
Płaszczyk jest.
Czapa jest (Bee - dziękujemy! Czapa jest nadal dobra:)
Rajstopki są.
Buciki są:D Choć łatwo nie było i nie są kremowe...
Brochę mama zrobi, co by do bucików pasowała:D

Mogę odetchnąć choć na chwilę. 
Catering też załatwiony.
Pozostało wybrać smak tortu i dostarczyć księdzu papiery, apotem spokojnie czekać na chrzest:)

A po chrzcie jedziemy z Hanuszką do moich rodziców, na caaaaaaaały tydzień.

A czy ja pisałam, że Hanuszka już sama siada?
Chyba nie.
No to piszę teraz:D
Hanuszka sama siada:D
Pora najwyższa obniżyć materac w łóżeczku!

Niestety Hanuszka pełza już po całym mieszkaniu. Łazienki też nie omija...
A tam jest kocia kuweta, która jest baaaaaardzo intrygująca....

Zmiany, Zmiany, Zmiany...

Szykują się zmiany na blogu.
Duże zmiany. Mam nadzieję, że na lepsze.

Po pierwsze zmieni się nazwa bloga.

Mamę Doskonałą powoli zastąpi "Bo My Mamy..."


Dlaczego zmieniam nazwę bloga?

No cóż, nic w życiu nie jest stałe. 
Nazwa Mama Doskonała była nazwą roboczą, wynikającą nie z mojego przekonania o sobie jako o matce, a raczej z próby udowodnienia sobie i światu, że potrafię. Czasem, gdy na początku nowej, trudnej drogi słyszy się słowa krytyki lub nachalne rady,  kiedy każdy własny krok jest negowany można się pogubić.
Dziś już wiem, że jako matka siedmiomiesięcznego dziecka nie muszę nikomu nic udowadniać. Zwłaszcza sobie.

Wrzucam na luz, Bo My Mamy potrzebujemy życiowego luzu, by nie zwariować.
Bo My Mamy jesteśmy w pewnych sytuacjach niezastąpione. Nikt tak przecież nie potrafi ukoić dziecięcych smutków.
Wrzucam na luz, Bo My Mamy nasz największy Skarb i przyszła najwyższa pora by się tym cieszyć, bez udowadniania nikomu kto i dlaczego ma rację.
Bo My Mamy teraz czas na to, by żyć i tym życiem się cieszyć.
Bo My Mamy siebie.
Wszak To My Mamy dziecko i nasza w tym głowa by je mądrze wychować.

Mamy też nadzieję, że zmiany przypadną do gustu i dalej będziecie chętnie tu zaglądać:)
A i nowe osoby są mile widziane:)

W tym miejscu chciałam też podziękować wszystkim czytelnikom zaglądającym na me strony.
Wielkie dzięki zwłaszcza dla osób, które dzielą się swoimi przemyśleniami!
Bez Was ten blog byłby tylko jednym z pustych miejsc. Zlepkiem słów pisanych jak niegdyś wiersze do szuflady.

DZIĘKUJĘ!!!



Z dachu wieżowca....

Można zobaczyć wiele. 
Wschody i zachody słońca...
Panoramę miasta...
Ludzi przechodzących w dole, śpieszących się by załatwić wszystkie sprawy...
Zakochanych idących spokojnie i nie liczących czasu....
Całe morze samochodów, które zdają się płynąć po asfalcie niczym statki po morzu...
Z dachu wieżowca można też runąć w dół. Z całą siłą swego ciała. Z jednym tylko zamiarem i jednym tylko pragnieniem, by już nic nie czuć i nic nie widzieć....

Wyszłam dziś do pracy, ale wybrałam inną niż zazwyczaj drogę. Miałam iść załatwić kilka spraw nim dotrę do przedszkola.
W pewnym momencie usłyszałam komentarz pewnego pana rzucony w stronę sąsiadów
"Pewnie go obciążą kosztami, o ile nie skoczy"..
Chwilę potem, stojąc na skrzyżowaniu dostrzegłam, że na krawędzi 10 piętrowego bloku na przeciw mnie stoi młody (sądząc po posturze i odzieniu) mężczyzna...
Stał na skraju, trzymając się napisu z nazwą osiedla i odwracał się co chwila nerwowo....
W okół było pełno straży pożarnej, karetka, sanitariusze i lekarze...Było też pełno gapiów zaniepokojonych o to, co może się wydarzyć...
Przystanęłam na chwilę, by spytać grupki gapiów o to, czy ktoś z nim rozmawia.
"Chyba tak bo widzi pani stoi odwrócony tyłem"
Na dole z kolei rozłożona była ogromna poduszka, na wypadek gdyby jednak stwierdził, że wypisuje się z tej gry. 
Raz i na zawsze...

Nie wiem czy skoczył.
Odeszłam.
Nie mogłam na to patrzeć...
I bez tragicznego finiszu trzęsłam się jak osika, a żołądek dusił mi gardło...

Co go pchnęło do takiego czynu?
Nie wiem i pewnie nigdy się nie dowiem.
Mam jednak nadzieję, że jednak wybrał inną drogę. 
Że wybrał życie z całym jego okrucieństwem i brzydotą i z całym jego pięknem i wspaniałością...




M. miała mieć biopsję gruboigłową...
Nie miała...
Sprzęt jak na złość się zepsuł...
Dalej nie wiemy czy rak jest złośliwy czy nie...
Nic nie wiemy...
A czas leci...
Najpierw jakaś idiotka pomyliła sobie terminy, teraz zepsuł się sprzęt.
Kiedy będzie biopsja?
Oni nie wiedzą.
"Proszę dzwonić i umawiać się samemu"

...