Zmysłowe Piątki - Węch

Tym razem w Zmysłowych Piątkach kolej na zmysł WĘCHU. Ciężko było mi wymyślić coś ciekawszego dla Młodej, niż samo wąchanie różnych rzeczy. Koniec końców na samym wąchaniu się skończyło;)




Zmysłowy Piątek - Słuch

Nasz wyjazd przyczynił się do małego opóźnienia w cyklu, ale dziś nadrabiamy więc będą dwa posty. Na początek post zaległy, z zeszłego tygodnia, a będzie o zabawach rozwijających zmysł SŁUCHU.




BLW, AP, SP, NHN i inne - czyli na wesoło;)

Pewnie takich tekstów w sieci masa. A co tam, będzie kolejny. Bo może ktoś nie trafił na takowy wcześniej;)

Onego czasu, tu i ówdzie pojawiały się teksty, że ludziom palma odbija z tymi trendami wychowawczymi. W większości tych tekstów wyczytać można jedynie, że ktoś jest AP, albo nie, że dziecko na BLW lub NHN. Inni jeszcze EKO, SP, a jeszcze inni stosują się do PBP czy też NVC (zwał, jak zwał). I jeśli jesteś w temacie, to masz łatwiej. Jeśli nie, bo dopiero raczkujesz w zawiłościach rodzicielstwa, to współczuję, bo czeka Cię skakanie między oknami tekstu, a Wujkiem Google i Ciotką Wiki...

Poniższa ściągawka powinna Ci pomóc. A całej reszcie, która siedzi w temacie wrzucić na luz i pośmiać sie trochę;)

To do dzieła! Kolejność przypadkowa...

BLW - Z angielskiego - Baby Led Weaning, z polskiego ponoć Bobas Lubi Wybór. Metoda żywienia dziecka dla Matek Polek, co to w chałupach siedzą, mają czas zdzierać spaghetti ze ścian i paneli, względnie wydłubywać z dywanów, a cały proceder konsumpcyjny uwieczniać na pierwszych słit fociach swoich dzieciaczków. Idealna metoda pozbywania się teściowych na AMEN (względnie własnych, lekko naprzykrzających się mamuś). Jedno zakrztuszenie się dziecka i kłopot z głowy. Dziecko sobie poradzi, a jak! W końcu to cwane bestie są. A "mamusia" zejdzie na zawał. Na mur beton!

AP - inaczej Attachment Parenting, po polskiemu - RB - czyli Rodzicielstwo Bliskości...To dla hardcorowców, którzy wykazują masochistyczne zapędy...No bo jak inaczej określić kogoś kto na własne życzenie ładuje sobie do wyra małe zawiniątko i nie wypuszcza do 5 roku życia? Apowcy przypominają trochę kosmitów. Bez względu na płeć chodzą owinięci szmatami, w których kryją swoje skarby największe, a jak te skarby się drą i wiją w konwulsjach, bo batonika nie dostały, to Apowcy wprowadzają się w stan ZEN. Bo co innego mają zrobić, żeby bachorstwa nie utłuc? Apowskie kobiety są wyjątkowymi masochistkami, trzymając na wysuszonych do rozmiaru rodzynków cyckach swoje pociechy, które po otrzymanej dawce mleka wracają do robienia szlaczków (o ile w zerówkach jeszcze się szlaczki robi), tudzież innych ważnych czynności. A w ogóle to Apowcy to zboki - nie dość, że śpią z dziećmi w łóżkach, karmią cyckiem do gimnazjum co najmniej, to jeszcze kąpią się z nimi kąpią....I jeszcze mają czelność wmawiać, że to jedyna słuszna metoda i że to dla dobra ogółu!

SP - Slow Parenting... To dopiero zajawka! Wystarczy być leniem, względnie flegmatykiem i już przepis na metodę wychowawczą gotowy. Normalnie to się dzieckiem trzeba zająć, a ci, co wyznają SP mają wszystko w dupie. Bo wystarczy dziecko na łączkę puścić, niech pohasa sobie wśród trawek, motylków i kwiatuszków. Może wyrośnie na małego botanika lub ornitologa? Przynajmniej nie będzie truć, żeby mu kupić nowe PSP czy Xboxa. I na prądzie się zaoszczędzi. Na lekcjach karate, japońskiego, kaligrafii, czy szybkiego czytania też, bo przecież chodzi o to żeby było SLOOOOOOWWWWWWW i bez napinki. Czyli generalnie bracie, siostro CHILLOUT...

NHN - podobnie jak BLW - metoda dla Matek Polek okupujących wraz z progeniturą własne (czasem wypożyczone) 4 kąty. Z tą różnicą, że uwiecznianie na słit fociach gołych tyłków pociech jest passe i społecznie nieakceptowalne. I nie można tu nawet mówić o słit fociach...co najwyżej o gównianych fociach. Bo moi drodzy NHN to wychowanie bez pieluch. Jak sie domyślacie, stosujący tą metodę mają, ekhm, KUPĘ roboty. Zwłaszcza w pierwszych trzech miesiącach życia swojego wyczekanego potomka... Ale cieszą się, bo na pieluchach i chusteczkach zaoszczędzą. A potem są dumni, bo synuś sąsiadki ma 3 lata i jeszcze robi w pieluchę, a ich Promyczek ma 9 miesięcy i siada na nocnik... A potem przychodzi rotawirus, co go Promyczek ze żłobka przyniósł i dupa blada, na nic wychowanie bez pieluchy czy wczesne odpieluchowanie....

EKO - To dla tych czujących misje zbawiania świata... Gdyby mogli przemalowali by się na zielono na znak jedności z naturą. Swoje dzieci z resztą też, bo przecież już nie używają mydła, o balsamach czy antyperspirantach nie wspomnę. Zęby myją gliną, smarują się olejami i masłami, okładają błotem z Morza Martwego, a całą resztę EKOburaków najchętniej z tym błotem by zmieszali (no może nie konkretnie z tym, bo tego szkoda). Ich domy śmierdzą octem, a oni sami wierzą w niezawodną moc kryształu ałunu, orzechów piorących, względnie piorącej kuli... No, totalny odjazd....

PBP/ NVC - Porozumienie Bez Przemocy...Dobre dla tych, co mają czas, są flegmatykami, filozofami, względnie lubią sobie pogadać, a nie mają z im więc swoimi wywodami katują dzieci. Zamiast darcia japy "RZUĆ TEN NÓŻ GÓWNIARZU!!!!!!!!!" rodzic stosujący PBP strzeli gadkę w stylu "Kiedy się tak beztrosko bawisz tym nożem, umieram ze strachu, że możesz zrobić sobie lub komuś innemu krzywdę, dlatego proszę cie, odłóż ten nóż w bezpieczne miejsce, albowiem bardzo się o ciebie martwię......" O ile dziecko nie zdążyło poharatać owym nożem wszystkiego w koło, łącznie ze sobą, to jest dobrze. Oczywiście w głębi duszy, taki rodzic ma ochotę powiedzieć zupełnie co innego, ale to już zostawię Waszej wyobraźni;)

Jest jeszcze CTFD...CALM THE FUCK DOWN - Czego sobie i Wam życzę;)


I tak Wam rzekę ja, Matka Wariatka stosująca BLW, wierząca w AP, z EKO zapędami i ucząca się PBP...AMEN;)

Znacie coś jeszcze? Dzielcie się :D 


Anjamit

Candy z mroczną historią w tle...

Nasz wyjazd przyczynił się do małego bałaganu na blogu. Wspomniałam o książce i o candy, ale powinnam była zrobić to w osobnej notce.

Our holiday caused a little mess on the blog. I mentioned about the book and announced a candy but I should do that in a separate note. 


Na tą książkę wpadłam przez przypadek. Leżała sobie na wyprzedażowej wystawce przed księgarnią w moim rodzinnym mieście. No nie mogłam przejść obojętnie, nie spojrzawszy choć na nią. Po wszystkim, nie mogłam jej tak po prostu zostawić. A, że mieli więcej egzemplarzy, to kupiłam więcej:)

Co mnie w niej urzekło? Rymowana historyjka sama w sobie. A nie jest ona zwyczajna. Ta historia opowiada o myszy która zjadła wszystko i źle skończyła. Bardzo źle... Zabawna z odrobiną czarnego humoru - to, co lubię:)

I've found that book by a chance. It was at clearance box outside of the book shop in my hometown. I couldn't just pass it without even looking what's inside. After all I could not just leave it there. And as they had more copies I bought more:)

What is charming in that book? A rhymed story itself. It's not ordinary story. It's about a mouse who ate everything and ended badly. Funny, with a pinch of black sense of humour. 



Jak widzicie książka jest w całości po angielsku, ale jest napisana w tak przystępny sposób, że chyba każdy sobie poradzi z przeczytaniem jej dziecku. A może ktoś spróbuje przetłumaczyć wiersz na polski, bez szkody dla tekstu?

As you see the book is in English. But as it's written in very simple language nobody should have problems with reading it to a child. Maybe there is someone who will translate the rhyme into Polish without a harm to the text. 


Podobają mi się te naszkicowane ilustracje:)

I also like those sketched illustrations:)



Zatem jeśli chcecie poznać całą historyjkę i dowiedzieć się kto jest narratorem możecie stanąć w kolejce:)
Zasady są proste:)

- wrzucić baner na bloga lub FB
- napisać komentarz z proponowanym zakończeniem książki - a co pośmiejmy sie trochę:D - nie musi być po angielsku;)
- zostawić w komentarzu namiar na siebie
- miło będzie jeśli nowe osoby dołączą do grona obserwatorów lub polubią na FB:)

Bawimy sie do 9 października:)

Osoby które już dołączyły, nie muszą robić tego ponownie:) Stare głosy też biorę pod uwagę:)




So if you want to know all the story and find out who is the narrator you can join candy now:)
The rules are simple:

- link the candy button on your blog or Fb
- write a comment with possible ending of the story
- leave a contact to you
- it will be nice to have you around, so you can join the observers

We play till 9th of October:)

Those of you, who have already joined are still in and don't have to join again. 


Anjamit

Jesteśmy:)

Wróciliśmy:) Cali załadowani cudami, szczęśliwi i wykończeni. Tak, te dwa tygodnie były intensywne w spotkania towarzyskie z rodziną i przyjaciółmi. Nie wszystkich udało się odwiedzić, ale praktycznie wszystkie najważniejsze punkty zostały zaliczone:)

Hanka nie miała większych oporów przed czułościami okazywanymi przez dziadków, ale i tak nie spuszczała ze mnie wzroku przez całe dwa tygodnie, a każde moje zniknięcie okupione było płaczem i napadami histerii...

Tak, wietrzę w tym kolejny przejaw lęku separacyjnego...Z resztą, jaki kolejny....Nam to nie mija odkąd Hanka skończyła 7 miesięcy. Z tą róznicą, że były takie momenty, w których zostawała z kimś innym na chwilę nie tracąc przy tym oddechu i nie siniejąc od płaczu... 

Teraz nawet nie wolno mi samej być w wannie, bo stojąca obok Hanka wpada dosłownie w panikę...Chyba mamy jakąś mamożerczą wannę... A tak na serio - nie jestem w stanie zbyt wiele z tego powodu zrobić, więc może być mnie mniej na blogu....

Ale do rzeczy:)

Ostatnio się chwaliłam cudami to i dziś się pochwalę:) Choć znów, to nie wszystko, bo część musiała zostać w Polsce. Jednak zabrania tych cudeniek nie mogłam sobie odmówić:)

Kto czyta Anię ten pewnie rozpozna naszą poduchę:) Tak, Czerwony Kapturek w otoczeniu jabłek był szyty dla Hanuszczaka:) Aniu dziękujemy Tobie za wspaniałą poduchę. Jest cudowna! W ten sposób i my mamy Mamankowe COŚ:)







Hankowy pokój zaczyna przypominać pokój. Pojawiła się szafa, taka wieeeelka, trzydrzwiowa (ok, wielka to ona nie jest, a ponoć z serii dla dorosłych.....). Sama ją, tymi ręcoma składałam:) Z pomocą Hanki, która jęła gwoździe przybijać śrubokrętem...W moje plecy....Ale szafa stoi. Nawet równo. Pomijając pewną fabryczną nierówność drzwi...Ślubny pod wrażeniem podokręcał i wyregulował zawiasy w drzwiach i pomógł założyć tył... I jest:) Ale jeszcze się nią nie chwalę, bo jeszcze nie jest gotowa;)




Moja mama postarała się o resztę cudów i tak oto mamy poduchę sowę, zajęczycę (co by do pary z Panem Zającem było), kota, co to tyłem ma siedzieć i kota "do łapki" - idealnie sie go trzyma:)


Sowa się paczy....non stop:)


Dziadkowie postarali się też o coś dla małej damy i wspólnie uszyli Hance torebkę filcową...



Dzwonię pewnego wieczora do moich rodziców, a oni kompletnie nie na rozmowie skupieni ale coś tam dłubią razem...No i wydłubali:) A torebka jest cudowna:) I ile kotków mieści:))))

Teraz Hanka ma do wyboru dwie, bo na szmatkach, prócz ubrań udało mi się wyszperać torebkę;)



Dziś wtorek, a to znaczy, że powinien być Pyszny wpis. Jeśli mi sie uda to będzie, ale moje dziecko w bardzo dobitny sposób pokazuje mi, że matka nie ma prawa do 5 minut dla siebie, więc i pisanie odpada...a gdzie reszta?

Tyle dobrze, że we wtorki są sesje czytania w dziecięcej bibliotece. Idziemy. Inaczej zwariujemy...Ja zwariuję....


Anjamit