Podsumowanie licytacji

Licytacja dla Szymonka cierpiącego z powodu guza siatkówki dobiegła końca jakiś czas temu, ale nie mogłam się zebrać za podsumowanie, za co przepraszam. Myślami jestem gdzieś daleko ostatnio...

Powracając do licytacji, to zwycięzców, a raczej zwyciężczynie prosimy o przesłanie potwierdzenia wpłaty na konto Szymka na mój adres mailowy wraz z adresami do wysyłki.





Have I told you lately...

... That I love you. 
Have I told you there's no one else above you...

Dokładnie 3 lata temu słowa Roda Stewarta rozbrzmiewały podczas naszego pierwszego tańca. Tamtego dnia ( a także wcześniej) wszystko szło nie tak, jakby jakaś siła sprzysięga się przeciwko nam broniąc nam dostępu do szczęscia. 

Wszystko było dopięte na ostatni guzik, a jednak życie pokazało, że guziki można łatwo rozpiąć.

Zamówione w Kielcach kwiaty dotarly wraz ze znajomymi tuż przed ślubem. Zamówione były żywe zarówno na samochód jak i na bukiet. Przyjechały sztuczne na samochód i żywe w bukiecie. Niestety cantadeskie nie były od dołu zabezpieczone więc pobrudziły ślubny garnitur Ślubnego... Płaciłam za żywe kwiaty i ich zabezpieczenie na długą podróż w jednej z najdroższych i najlepszych kwiaciarni w Kielcach...

Część gości z Kielc uparcie zdając się na nawigacje pomylia trasę, część dojechała w umówione miejsce zapominając nas o tym poinformować. W zwiazku z czym nikt po nich nie wyszedł... To też wpłynęło na opóźnienie naszego ślubu...

Moja siostra zapomniała dowodu osobistego, więc przed kościołem musiałam prosić kuzynkę by była moim świadkiem. Jako, że siostra miała być świadkiem to nie wzięła sprzętu fotograficznego do kościoła. Był jeszcze jeden fotograf... Niestety nikomu z nas nie przyszło do głowy, że znajomy rodziny choć robi piękną architekturę, to z portretami i fotografią ślubną może mieć problemy. W efekcie nie mamy ani jednego zdjęcia z kościoła, którym można się pochwalić.

Z racji tego, że 3 inne pary, które miały brać ślub tego samego dnia zrezygnowały, to parafia olała nasz ślub nie strojąc go w żaden sposób, co było wliczone w cenę ślubu i o co kazano nam się nie martwić...

Podaczs naszej sesji ślubnej mojej siostrze padł aparat. Jedyny jaki miała. Na szczęście zdążyła nam zrobić piękne zdjęcia. Potem sprzęt trzeba było pożyczyć....

Przed samym ślubem prawie połowa gości zrezygnowała podając bardzo niewyszukane powody swojej nieobecności, zamiast po prostu powiedzieć prawdę... Były i takie odmowy, które nas po prostu zabolały, bo na obecności pewnych osób zależało nam ogromnie.

Mimo tego wszystkiego ślub się odbył a najpiękniejszym momentem prócz samej przysięgi była niespodzianka przygotowana przez moich rodziców... W pewnym momencie kościół rozbrzmiał melodią Ave Maria graną na skrzypcach przez kobietę, która kilkadziesiąt lat temu ten sam utwór grała na ślubie moich rodziców. Łzy wzruszenia popłynęły po moich policzkach, a Ślubny mocno ścisnął mi dłoń. 

To był ten moment, w którym wiedziałam, że nie ważne są kwiaty, wystrój kościoła, ani nic innego. Ważni byliśmy my. Wtedy i tam i teraz i tu, choć nie spędzamy tej rocznicy razem...

Mimo tego wszystkiego to był piękny ślub i piękne wesele. Takie na luzie bez napinki. Był czas by porozmawiać z gośćmi, by wznieść z nimi toasty przy i ich stołach, by bawić się z nimi. 

Po tych zaledwie trzech latach małżeństwa, mimo wielu rozterek i problemów wiem, że jestem z tym z kim chcę być. Wiem też, że nic nie jest dane raz, a miłoś trzeba pielęgnować i choć brzmi to jak największy truizm, to to jedyny sposób, by związek przetrwał.

















Dzisiejszy dzień "odbijemy" sobie niebawem, Ty wiesz:*

Kredki DIY

Co zrobić z połamanymi kredkami świecowymi? Wielobarwne kredki świecowe!



W domu mamy wiele połamanych kredek świecowych - w małych paluszkach łamią się bardzo często. Zamiast wyrzucać kredki i kupować nowe wystarczy połamać je bardziej, posegregować kolorami tak, jak się nam podoba, wziąć formę do muffinek lub pojemniczki z tealightów i do dzieła!


What can you do with broken wax crayons? Colourful wax crayons!

We have got many broken wax crayons at home - they brake easily and very often in small hands. Instead of throwing them away and buying new it is better to brake them into smaller pieces, divide them by colours as you like, put them into muffin form or tealight can - half of work behind us!




Kredki wkładamy do piekarnika na jakieś 120 stopni i czekamy aż w całości się rozpuszczą. Zajmie to kilka minut. Po tym czasie wyjmujemy i czekamy aż kredki wystygną.


You have to put crayons into the oven for couple of minutes in 120 degrees and wait till they melt completely. Take them out when they are ready and cool them.


Wyjmujemy i możemy znów możemy rysować! 


Take crayons out of cans and you can draw again!



Kredek wyszło mało, gdyż zużyte zostało tylko jedno opakowanie. We własnych zasobach mamy więcej, więc projekt zostanie powtórzony;)


As I said we have plenty of wax crayons at home, these aren't ours, so the project will be repeated:)


Anjamit

Niewystarczająca...

Nie lubię radykałów. Ani w kwestii religii, ani w kwestii, żywienia, ani w kwestii wychowywania dzieci. W ogóle niemlubię radykałów w żadnej kwestii.

Nie lubię kiedy zakręceni na punkcie ekologii wywyższają swój prozdrowotny styl życia. Nie lubię kiedy matki piersią karmiące jeżdżą po tych butelkowych siebie za wzór cnót wszelkich stawiając. Nie lubię jak rodzice do bólu propagują AP pomniejszając tym samym rodziców którzy APowcami nie są, a kochają i wychowują po swojemu. Nie lubię blogerów, którzy za wyrocznie siebie mają i dyktują kto jest dobrym, a kto złym "blogerę". Nie lubię ludzi, którzy wiedzą lepiej jak powinno się żyć. Jak ja powinnam żyć...

Nie lubię też, gdy neguje się mój sposób życia. Staram się stosować proekologiczne rozwiązania. Używamy więc pieluch wielorazowych, staram się wybierać kosmetyki o stosunkowo naturalnym składzie i unikać zbytecznej chemii w jedzeniu, a do odświeżania ubrań używam kuli do prania. Pewnie, że całego zła świata nie uniknę. Ale czy dlatego, że pewne rzeczy są nieuniknione mam rezygnować z podjętych decyzji i starań o to by żyć zdrowiej?  Juz wiem, że 100% naturalne oleje nie do końca sa dla mnie. Muszę więc kombinować i stosować je wymiennie, ale nadal staram się unikać zdyt dużej dawki chemii.

Staram się wychowywać Hanię zgodnie z AP, ale w samym AP jest parę rzeczy, które do mnie nie przemawiają. Znalazłam swój złoty środek i jego się trzymam. Nie będę Hani uczyła w domu. Pójdzie do normalnej szkoły jak większość dzieci. Nie dam jej 100% wyboru - w pewnych kwestiach decyzja będzie należała do mnie. Nie jestem też przeciwnikiem domowych zasad. Mimo to, jej zdanie zawsze jest i będzie dla mnie ważne. Daję jej też prawo do okazywania swoich emocji tak jak daję to prawo sobie.

Karmię Hanię piersią, ale przestanę, gdy albo jej, albo mnie zacznie to w jakikolwiek sposób przeszkadzać. Jeśli przy drugim dziecku będzie konieczność dokarmienia modyfikowanym, dokarmię.

Dla niektórych pewnie jestem za "mało", "niewystarczająco" eko, AP, czy cokolwiek innego... Zawsze będą ci, którzy są "za bardzo", tak jak i zawsze będą tacy, którzy są "niewystarczająco"... I dobrze. Inaczej świat utonąłby w konfliktach. 

Nie mam nic przeciwko ludziom, mającym swój pomysł na życie i trzymającym się swoich zasad. Pod warunkiem, że nie wchodzą z tymi zasadami w moje życie i pod warunkiem, że ich zasady nie przechodzą w fanatyzm. Bo fanatyzm zawsze jest groźny...

Nie chcę na starcie krzywidzić dziecka zasadami dla zasady, zwłaszcza, gdy wewnętrznie czuję, że chciałam czegoś innego. Zasady płynące z przekonania, że to co robię jest słuszne i zasady, które nie krzywdzą żadnej ze stron, a jedynie wyznaczają granicę są wporządku, bowiem granice jednego człowieka kończą się tam, gdzie zaczynają się granice drugiego.

Szkoda, że tak niewielu ludzi o tym pamięta...


Anjamit

To, co najlepsze...

Pamiętam jak dziś płacz Hani w szpitalu kiedy była głodna, a ja nie potrafiłam jej wykarmić. Spadła z wagą poniżej normy. Pamiętam spojrzenie i komentarze części położnych. Pamiętam też to, czego mnie nauczyły... Nie oczekiwałam od nich współczucia, o empatii nawet nie było mowy. Chciałam, żeby mnie nauczyły jak mam karmić swoje dziecko. Nauczyły...

Pamiętam jak po powrocie do domu zaczął sie horror, bo nie było kogo zapytać o radę. A mleka nie było...nie było go aż tyle, żeby uspokoić płaczące dziecko i napełnić maleńki żołądek. Pamiętam jak w desperacji o 2 w nocy poprosiłam Ślubnego by kupił mleko modyfikowane. Pamiętam jak tej jednej nocy poczułam, że w dupie mam całe to karmienie piersią i że nienawidzę siebie za wszystko. Za to, że nie mam mleka. Za to, że nie zdecydowałam się na mieszankę wcześniej. Za to, że przeze mnie nasze dziecko jest głodne...

Ślubny wrócił z mieszanką, ale Hania już spała...Gdy przyszła pora następnego karmienia mleko leciało z piersi strumieniami. Zaczął się nawał, a wraz z nim nasz przygoda z karmieniem, która trwa prawie 19 miesięcy...

Czemu o tym piszę? Po raz kolejny z resztą... 

Bo początki bywają trudne. Bo to wówczas wiele kobiet decyduje się na podanie mleka modyfikowanego...  Mleko matki pod względem składników odżywczych jest o wiele lepsze od mleka modyfikowanego, to wiedzą wszyscy. Ale najlepsze co matka może dać swojemu dziecku to miłość. A tej nie przekazuje się w mleku...Ani w tym z piersi, ani w tym z butelki.

Czy rozumiem kobiety, które z własnego, nieprzymuszonego wyboru karmią mieszanką? Rozumiem. I akceptuję ten fakt, choć go nie popieram. Każda kobieta ma prawo decydować o swoim ciele i o sposobie wychowania i żywienia własnego potomstwa. 

Ja też mam takie prawo. I nikt nie będzie wytyczał końca naszej mlecznej drogi i nikt nie będzie mi mówił gdzie mam karmić moje dziecko. 

To, że Hania ma zęby, chodzi i zaczyna mówić nie znaczy, że mam jej teraz powiedzieć "kochanie od dziś pijesz mleko krowy". Żaden inny ssak, poza człowiekiem, nie przyjmuje mleka samicy innego gatunku. Mleko krowie szkodzi i nie podam go dziecku tylko dlatego, że ktoś tak chce. 

Kiedyś słyszałam tekst, że ssaki odstawiają swoje młode gdy te zaczynają przyjmować pokarmy stałe. Nic bardziej mylnego... 

Czy karmię Hanię publicznie? Oczywiście, że tak i nie mam zamiaru się chować z tym. Dlaczego jedzenie/ picie mleka jest gorsze od jedzenia kebaba, hamburgera czy też sushi? 

Czy zachęcam do karmienia piersią? Po stokroć tak! Karmienie piersią ułatwia nawiązanie więzi z dzieckiem, jest chwilą relaksu dla mamy, jest tanie, jest przyjemne, jest zdrowe, a przede wszystkim uspokaja zarówno dziecko, jak i mamę. 

Dziś kończy się Światowy Tydzień Karmienia Piersią. Po co w ogóle są takie akcje? Po to, by uświadamiać kobiety ale też i po to by je wspierać. A także po to, by wspierać te z nas, które nie mogły karmić piersią mimo wielu starań i ogromu chęci. 

Każda z nas chce dać dziecku to, co najlepsze. Ale to, co najlepsze nie kryje się w mleku... to kryje się w nas samych. Nie ważne jak karmisz swoje dziecko. Karm je z miłością! Karm je miłością...




Więcej zdjęć z sesji robionej przez Leszka znajdziecie TU.