15 miesięcy Hani

Ma co raz więcej włosków, z każdym dniem jest bardziej wesoła, kontaktowa i "kumata".
Rehabilitujemy się i mamy nadzieję, że Hania prędko dogoni rówieśników.
Ja już widzę postępy.
Nie wiem czy to kwestia rehabilitacji, czy tego, że Hania się odblokowała i coś ruszyło.
To nie ważne.
Ważne, że są efekty:)
Hania żywo reaguje na pieski woła "ła - ła - łał".
Na kotka "niaaał"
Jeśli się jej czegoś zabroni pokazuje paluszkiem i mówi "nu nu".
Pokazuje też "nie ma" i "am am".
Zaczęła też rysować:) 
To co zasługuje na szczególną uwagę to to, że Hania zaczyna trzymać kredki w paluszkach, nie piąstkami. Praktycznie to ma chwyt jak dorosły!

Dziś zaskoczyła mnie po raz kolejny chwytając za widelec.
Z resztą zobaczcie sami:)))



Wybaczcie jakość, ale nagrywałam na szybko telefonem w ciemnej kuchni.

Gdyby ktoś zachodził w głowę, to jadłyśmy makaron okraszony masłem z czosnkiem, bułką tartą i parmezanem. Do tego brokuł:)

Jutro mam nadzieję, poznamy ćwiczenia z Vojty.
I do dzieła!



Anjamit

Mały biały gość:)

Jest!
Dolna, lewa dwójka:)
W końcu.
Bo już myślałam, że oszaleję i wyskoczę przez okno dziecko zostawiając na pastwę kotów, albo koty na pastwę dziecka....
Albo jeszcze lepiej, oddam w dobre ręce.
Najlepiej i koty i dziecko, choć koty nie ząbkują....

Hania od jakieś czasu co chwila miała napady złego nastroju, ale ostatnie dni to było jakieś apogeum.
W domy nie było najgorzej bo mogłam się oddać tylko Hani i jej potrzebom.
Ale w przedszkolu?

Nie odchodziła ode mnie na moment.
Ba! Ona nawet ze mnie nie schodziła.
Kto kiedyś słyszał histeryczny płacz swojego dziecka (i to nie z powodu odmowy, czy zabrania zabawki) w obawie przed odejściem matki ten wie o czym mówię....
A w przedszkolu muszę się zająć innymi dziećmi, nie tylko swoim.
Przebrać pieluchę, wytrzeć pupę, posprzątać bo do kibelka nie trafiło, podać zabawkę, podać picie i jedzenie, rozwikłać konflikt, znaleźć plasterek i przykleić bo skórka przy paznokciu to przecież poważna rana, przyłożyć lód żeby guza na czole nie było, itd....
Za każdym razem żeby COŚ zrobić musiałam zostawić Hanię....
A ona się zanosiła.
Płakała dopóki nie wróciłam.
Płakała tak bardzo że się zanosiła, że trzęsła się cała jak osika....
W czwartek nie wytrzymałam.
Płakałam razem z nią.
Przecież nie mogę olać innych dzieci, nie mogą wszystkiego za mnie robić inne panie, nie mogę też olać swojego dziecka.

Na szczęście winowajca się pojawił.
Oby to był jedyny jaki teraz szedł...
Bo naprawdę, katar i stan podgorączkowy u Hani to pikuś w porównaniu z jej nastrojem podczas ząbkowania.

Tak szczerze mówiąc, to na czas wyjazdu męża to akurat ząbkowanie mogłoby się zahamować, a nie cała reszta w Hankowym rozwoju.
No doprawdy!




Jak nie urok to....ZĄBKOWANIE....




Anjamit

Nie Wiem Kto?



Znacie?
Lubicie?
My baaaaaaardzo:)

El perezoso viajero swoim postem przypomniała mi, że jeszcze o tym nie pisałam:)

Ale co tu dużo pisać:)
Pomaga nam przy ćwiczeniach!

Posłuchajcie same:)




Więcej znajdziecie tu:



Mieszkanie nie ogarnięte, ja nie ogarnięta, ale Hanka ćwiczy!
Mąż już pracuje:)
Będzie dobrze:)

Dziękuje za słowa wsparcie pod wczorajszym postem. Nie użalam się nad sobą, nad Hanią raczej też nie - czasem po prostu muszę się wygadać, żeby następnego dnia wstać w pełni sił!
Mimo wszystko - DZIĘKUJĘ:)


Anjamit

Nienawidzę mieć racji....

...gdy moje przeczucia są złe.
Zwłaszcza jeśli te złe przeczucia dotyczą Hani.

W pewnym momencie już sama zaczęłam powoli poddawać się presji, że przesadzam, że wynajduję, że zbytnio się przejmuję....
Z Hanią nie jest źle.
To mnie uspokaja.
Ale nie jest na tyle dobrze, żeby sprawę olać.

Nie jestem pediatrą, ani żadnym innym lekarzem.
Na wielu rzeczach się nie znam i dlatego pytam.
I DLATEGO MAM ŻAL!
Bo żaden pediatra nie zauważył, że coś jest nie HALO. Że trzeba zrobić badania, że trzeba do neurologa.

Hania jest asymetryczna.
Hania ma źle ułożone biodro w stawie - na razie nie wiadomo czy to kwestia ortopedyczna czy kwestia   skrzywienia.
Hanka ma za duży brzuszek, bo ma za dużą lordozę, co też trzeba skorygować.
Hania ma za słabe mięśnie brzucha.
Hania w ogóle może mieć problemy z napięciem mięśniowym.
Tzn, rehabilitantka powiedziała, że u Hani napięcie będzie w dolnej granicy.
Muszę to jeszcze sprawdzić....
Hania jest zbyt giętka.
Nie mogę powiedzieć, że wiotka...
W końcu Hania zatrzymała się rozwojowo na poziomie dziecka 10-11 miesięcznego.....

Czekam na wizytę u psychologa.
Chcę tez pójść do laryngologa.

Moje obawy zaczęły się od słabego przybierania na wadze i niskiego wzrostu.
Chodziliśmy po lekarzach, badaliśmy - krew, mocz w normie, pasożytów brak.
Za radą pewnej Dobrej Duszy wzięłam skierowanie do poradni rehabilitacyjnej za co pediatra zmył mi głowę, bo jak to wygląda, żeby pacjent mówił lekarzowi jak skierowanie ma wyglądać.....
Dałam Hani jeszcze chwilę, bo jeszcze tliła się we mnie nadzieja, że może to ja przesadzam....
Potem chwilę czekaliśmy na termin...
Okazało się, że moje obawy się potwierdziły.
Coś jest nie tak.

W dodatku COŚ hamuje rozwój Hani.
Nie wiem co i nigdy się nie dowiem.
To co mogę zrobić to ćwiczyć, aranżować przestrzeń tak, by była ciekawa i motywująca do rozwoju, do eksperymentów.
Sprawę utrudnia kiepska sytuacja finansowa, choć teraz pójdzie to w dobrą stronę - mocno w to wierzę!

Lekarzom najchętniej dałabym po ryjach.

Odnoszę wrażenie, i nie jestem w tym odosobniona, że w tym chorym kraju wyznacznikiem dobrego rozwoju dziecka jest to czy jest szczepione i czy uśmiecha się w gabinecie do lekarza.

Dzieliłam się moimi obawami z pediatrami i nie raz słyszałam
"Czego pani chce od tego dziecka?"
- siedzi?
-siedzi.
-jest pogodne?
-jest pogodne.
-łączy dwie sylaby?
-łączy.
-stoi przy meblach?
-stoi.
No to wszystko jest cacy, nie ma się czym martwić.

Jeśli to ma być wyznacznik rozwoju dziecka rocznego to ja dziękuję.
Tylko jak się nie znasz na rzeczy to ufasz "specjalistom".
Komu ma zaufać rodzic jak nie pediatrze????

I jeszcze jedno.
Dopóki nie będę miała pewności, że z Hanią jest wszystko ok fizycznie i intelektualnie - 
- nie zaszczepię.
Na nic.
I mogą już do sanepidu pisać.
Nie podam dziecku niczego, co ingeruje w układ nerwowy, który jak widać, gdzieś może szwankować.

Co raz bardziej liczę na to, że uda nam się przeprowadzka do Anglii i życie w NORMALNYM kraju.
Wiem, wiem, angielska służba zdrowia....
Wiecie co?
Nie wiem czy może być gorsza od polskiej.
Wiem z kilku źródeł, że specjalistyczna opieka medyczna w Anglii jest lepsza.
Nie wypuszczą Cię bez kompletu badań.
W Polsce?
Nie przyjmą do szpitala, oleją, spieprzą sprawę.
Wiem, nie wszyscy i nie wszędzie.
Ale niestety bardzo często....
Ja niestety i wiele mi znajomych osób (w tym rodzina) mamy raczej złe doświadczenia z lekarzami w Polsce.

***

Jeszcze do niedawna tak chciałam, żeby Hania zaczęła chodzić.
Oglądam Wasze blogi i serce mi się kraje jak coraz to młodsze dzieci zaczynają śmigać na własnych nogach, a nasze nie.
Nie mam ambicji, że moje dziecko musi być najlepsze...
Teraz zależy mi tylko na tym, żeby Hania w końcu się odblokowała.
I to tak prawdziwie.
Jakieś przebłyski widzę.
W ostatnich dwóch tygodniach zaczęła pokazywać, że chce jeść robiąc "am am" - wcześniej tylko wyciągała rączki i pokrzykiwała.
Od tygodnia naśladuje szczekanie pieska i rozpoznaje psa na obrazkach.
Zaczęła też w końcu chwytać kredki i robić pierwsze bazgroły.
Dla nas to dużo.
Zwłaszcza w porównaniu z ostatnimi kilkoma miesiącami.

Hania w poniedziałek skończy 15 miesięcy...



Anjamit

The beginning of the New Beginning

I stało się.
Poleciał i doleciał szczęśliwie, choć chory niestety.
Łza popłynęła, bo to nie wyjazd na weekend czy w delegację.
Nie wróci za dwa, trzy dni.
Nie wróci też za tydzień.
To co innego niż rozłąka, taka jak te, kiedy same z Hanią zostawałyśmy u moich rodziców.
Jestem przyzwyczajona, że większość czasu spędzamy z Hanią same.
Oczywiście, że damy radę.
Każda kobieta, której mąż pracuje więcej niż 8 godzin dziennie da radę i ogarnie temat.
Nie ma w tym absolutnie nic nadzwyczajnego ani nic do podziwiania...
Nie wiem ile Hania z tego rozumie.
Czy już zauważył nieobecność tatusia.
Dziś w przedszkolu była strasznie marudna, bo też i nie wyspana.
Miałam na 7.
Musiałam ją obudzić o 6, w przedszkolu też niewiele spała, bo ją dzieci obudziły....
Odrabia teraz.

Inaczej rzecz się ma z kotami.
One zauważyły.
Chodzą i miauczą....
Czekam tylko kiedy Figulec zacznie zasikiwać teren...
Bo, że zacznie tego jestem pewna.

Plan mam prosty.
Praca - ile się da. 
W końcu Hania będzie ze mną.
Podczas moich zajęć w szkole językowej Młoda będzie zostawała z dziadkami lub z moją koleżanką vel. ciocią Moniką.
Rehabilitacja Młodej plus zajęcia dodatkowe - bawialnia i basen - jeszcze nie wiem za co, ale pieniądze na to spod ziemi wyciągnę, bo Młoda się w domu leni, a poza domem eksperymentuje.
Jak najwięcej czasu poza domem...
Ja nie lubię gnić w domu.
Ślubny natomiast to straszny domator.
To teraz sobie poużywamy z Młodą:D

Czeka nas jeszcze jedna przygoda:)
To dopiero będzie wyzwanie:)
Postanowiłam, że jedziemy z Hanią na długi weekend do Cieszyna:)
Pociągiem oczywiście gdyż nie mam prawa jazdy:D
No, ok dojazd tylko do Katowic, bo potem musiałabym robić kilka przesiadek, a to, pomijając już fakt hardcore'u, po prostu nie możliwe do zrobienia....

Póki co mamy zamiar cieszyć się pogodą i zaliczyć pierwszą wiosenną sesję o ile pogoda w weekend będzie łaskawa:)

Miłego popołudnia!
Pędzę dalej do pracy.


P.S. Wyniki USG główki są dobre, asymetria do ogarnięcia, nóżki do ogarnięcia. Pozostaje mi ćwiczyć i motywować Młodą, bo ona nie czuje sama takiej potrzeby.

Anjamit