Bo My Mamy Mam

Mamy, a więc testujemy:)

Dzięki firmie 


Mamy możliwość przetestowania



oraz


Testowanie rozpoczęte:)
Czekajcie na relację, choć dla większości z Was produkty Mam sa znane:)






Photobucket zmienił edytor obrazów...nieładnie:(

Anjamit

O decyzjach i zasadach dla ideii...

Pewien chłopczyk, nazwijmy go Krzyś, jest dzieckiem raczej spokojnym i pogodnym.
Jak każde dziecko jest labilny emocjonalnie i jak każde dziecko 3 letnie wie co lubi, a czego nie.
Ot, normalne dziecko.

Ów Krzyś na tle swoich kolegów i koleżanek w przedszkolu wyróżnia się tym, że jest wegeterianinem.
Tzn. jego rodzice są.
Nie wiem z jakiego powodu czy czysto zdrowotnego czy ideologicznego.
Może z obydwu.
Krzyś w przedszkolu je to, co przyniosą rodzice.
I naprawdę nie widziałabym w tym nic złego, bo sama kiedyś byłam wege (no semi-wege, choć ortodoksyjni wege nie uznają czegoś takiego). Nie widziałabym w tym nic złego, bo mięso wcale nie jest zdrowe, a w jelitach po prostu gnije. Naprawdę nie widziałabym w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Malec upomina się o mięso.
Zawsze kiedy na posiłek dzieci jedzą szynkę, parówki, jakieś mięso, on zagląda im w talerze mimo tego, że ma swoją szynkę sojową.
"Mięsojady" z reguły nie lubują się w sojowych wyrobach - ja lubię.

"Ja chcę to, Pani. Ja chcę mięsko...Ja lubię mięsko"
I co zrobić? Rodzice zabraniają. Każą jeść to, co przyniosą.
Dziecko nie chce i płacze.
Bo Krzyś chce to, co inne dzieci.

Rodzice wiedzą i protestują.

I co zrobić?

Rozumiem, że rodzice mają swoje przekonania.
Ale to ich przekonania.
Zobaczcie jak ludzie potrafią brnąć w ślepą uliczkę tylko po to, by wskazać dziecku jedyną słuszną, ich zdaniem, drogę.
Żeby udowodnić, że dziecko może być wege i może być zdrowe.
Pewnie, że może być. 
Tylko, że akurat to dziecko nie chce.
Czy to próba postawienia na swoim? 
Żeby nie było, że "mięsojady" są górą?
Wiem, jak potrafią oni uprzykrzyć życie wegetarianom.
Człowiek się czuje jak kosmita, wybryk natury tylko dlatego, że nie wielbi schabowego.
W związku z tym za wszelką cenę trzyma się swojego.
Zakłada klapki na oczy...

A przecież Krzyś mógłby jeść mięso w przedszkolu.
Tylko i wyłącznie w przedszkolu.
Wtedy miał by wybór, czy chce być tak jak rodzice - wege, czy chce być "mięsojadem".
Teraz jest przymuszany do takiej, nie innej diety przez osoby mu najbliższe.

To prosta droga do tego, żeby się kiedyś poważnie zbuntował.
Znienawidził wegetarianizm i rodziców.

Żaden radykalizm nie jest dobry.

Żal mi Krzysia, ale nie wiem jak mu pomóc.
Rodzice ponoć reagują alergicznie na próby rozmowy.
Ponoć, bo to nie ja z nimi rozmawiałam...



Miało dziś być o czymś innym....
Tamten temat nie ucieknie, a sprawa Krzysia mnie męczy i to bardzo....

Anjamit

Kilka przemyśleń o wychowaniu...

Cieszę się, że spodobał się Wam wczorajszy przepis.
O tak tarta brokułowa to jest to.
 Tatra w ogóle...
Będzie więcej przepisów.
Niebawem pod nóż idzie brukselka.
Nie lubicie?
Ja nienawidziłam. Do niedawna...
Nie o tym jednak miał być ten post, ale pozwoliłam sobie na ta dygresję, bo nie mam czasu odpowiadać na Wasze komentarze, co, mam nadzieję, mi wybaczycie...

Dziś o wychowaniu.
Nie lubię tego słowa.
Kojarzy mi się z tresura...
Co nie znaczy, że jestem za tzw. "wychowywaniem bezstresowym", brakiem wzorców, zasad czy za puszczaniem dziecka samopas w oczekiwaniu, że się samo ukształtuje.
Bo, że się samo ukształtuje to raczej oczywiste.

Moje podejście do wychowania zawdzięczam pewnie studiom i ksiażkom, zwłaszcza jednej (tej tutaj). 
Otóż mnie wychowanie kojarzy mi się z "układaniem", dopasowywaniem dziecka do własnych potrzeb.
Tak jak z psem (proszę się nie obrażać za to porównanie), którego zapisuje się na tresurę, po której grzecznie siada, aportuje, podaje łapę i idzie koło nogi. 
Wszystko to ku uciesze dumnego właściciela.
Tyle, że dziecko to nie pies.
Ma swoje zdanie i prawo do bycia niezależnym.

Zamiast określenia "wychowanie" wolę "kształtowanie".
Tak jak rzeźbiarz podczas pracy musi brać pod uwagę właściwości materiału, tak i rodzic musi liczyć się ze zdaniem dziecka, z jego prawem do podejmowania decyzji, z jego niezależnościa, osobowościa...
Czy to znaczy, że powinniśmy się podporzadkować dziecku?
Oczywiście, że nie.
To my powinniśmy ustalać reguły, bo to daje dziecku poczucie bezpieczeństwa.
Niemniej jednak reguły te nie powinny uprzedmiotawiać dziecka.
I naprawdę, nie koliduje to z koniecznościa wymagania od dziecka pewnych rzeczy.

Czy jako rodzic mam prawo do zmuszania dziecka do samodzielnego zasypiania, badź do zasypiania tylko dlatego, bo "już pora"?
Czy mam prawo do zmuszania do jedzenia potraw, których nie lubi "bo sa zdrowe", albo do jedzenia na siłę "bo to pora obiadu"?
W końcu czy mogę zmuszać do bycia posłusznym?
Mogę tego wymagać, ale wówczas kiedy i ja respektuję dziecko.

Nie ma nic za darmo...
Dziecko będzie takie jakim je ukształtujemy, a może raczej będzie takie, jakie się ukształtuje pod wpływem naszego wizerunku i zachowania?

Bo kształtowanie dziecka (tudzież wychowywanie - jak kto woli) powinno odzwierciedlać słowa Konfucjusza...

Powiedz mi, a zapomnę.

Pokaż – zapamiętam.
Pozwól wziąć udział, a… wzbudzisz we mnie pragnienie.



Anjamit

Tarta brokułowa

Uwielbiamy brokuły.
Wszyscy, choć Hanka ostatnio bardziej uwielbia robić z nich papkę niż je zjadać...
Dlatego też Młoda dostaje brokuły w czymś.
O na przykład w takiej tarcie...



Przyznaję jednak, że i tu czasem matka przegrywa z zamiłowaniem dziecka do robienia pure, w tym przypadku brokułowo-jajecznego...

Tartę robi się niezwykle prosto...

Najpierw należy przygotować ciasto kruche.

2 szklanki mąki razowej (można pół na pół z pszenną)
pół kostki masła (można użyć margaryny, ale to już nie to)
szczypta soli - niekoniecznie
ok 2 łyżek bardzo zimnej wody - przygotujcie więcej, bo razówka bardzo pije wodę 
Mąkę przesiewamy, dodajemy sól i masło (masło musi być zimne!!!!), następnie siekamy nożem.
Posiekaną mąkę i masło rozcieramy w palcach (tak jakbyśmy kruszonką sypali ciasto), a potem prędko zagniatamy na jednolitą masę. 
Ciasto trzeba wyrobić dokładnie, ale szybko. W przeciwnym razie będzie twarde!
Wkładamy do lodówki na ok 30 minut. Ten krok można pominąć, jeśli się nam śpieszy.
Wyjmujemy ciasto z lodówki, wałkujemy i przekładamy do blachy na tartę (ja używam tortownicy, albo okrągłego naczynia żaroodpornego, a dla Hanki tartaletek). Można też po prostu urywać po kawałku i układać w formie. 
Ciasto w formie nakłuwamy widelcem, żeby nie wyrosło albo układamy na nim papier do pieczenia i wysypujemy np. fasolę:) To obciąży ciasto i przyniesie taki sam efekt jak nakłuwanie:)
Podpiekamy w 200 stopniach około 15 minut.


...fragment TEGO  oto posta.

Następnie przygotowujemy taki zestaw (najlepiej wtedy, gdy ciasto jest w lodówce):


Zdjęcie pamięta jeszcze stare mieszkanie i granitową deskę (tak, tę samą, która na nowym mieszkaniu aktywowała fontannę wody sięgającą połowy kuchni...)

Wróćmy jednak do tarty...
Zatem, ciasto mamy podpieczone...
Wykładamy nań brokuły i zalewamy masą jajeczno - serową


Pieczemy ok 30 minut, ale najlepszym wyznacznikiem gotowości tarty do spożycia powinna być jej konsystencja.
Masa powinna być ścięta. Jeśli nie jest, pieczemy dalej.

Gotowa wygląda tak:)


:)



Bon Appetit:)

Anjamit

Niedzielne migawki

Z racji tego, że choroby zdecydowały się nie opuszczać nas, tą niedzielę też spędziliśmy w domu.
A szkoda, bo dziś pogoda była cudna.
W sam raz na spacer..
Ja swój zaliczyłam..
Do marketu po zakupy, których nie mogłam zrobić wcześniej:/

Siedzenie w domu dało mi się we znaki do tego stopnia, że dziś postanowiłam wystroić siebie i Młodą niemalże jak mrówkę na święto lasu.
 A, że mieliśmy dziś gości, to śmiało mogę powiedzieć, że mieliśmy takie małe święto lasu...


Tak wiem, kapcie średnio pasują, ale c'mon kto normalny chodzi po własnym mieszkaniu  w szpilkach???
Hanuszkowy prezent urodzinowy od dziadków:)

Z serii Hanuszka i Pan Kot:)



Hankowe królestwo

Gdyby ktoś pytał:
Hankowe spodenki: SH
Hankowa bluzeczka: Szafing
Kamizelka: CoolClub - (Smyk)
Rajtki: CoolClub (Smyk)


Miłego wieczoru:)

Anjamit