Colorowych snów...

 Środa, 10 rano...
Krzątam się po mieszkaniu w piżamie jeszcze, bo jakoś tak nie mogłam się pozbierać.
Nagle skończyła się piękna jesień i została już tylko jesień.
Już nie ta złota polska, a szara i mokra.
Zaczęła się szaruga, co na mnie nie ma zbawiennego wpływu.

Pukanie do drzwi - kurier.
Zerkam ukradkiem na nadawcę podczas podpisywania protokołu odbioru i wraca mi humor.

Oto, co było w paczce




Czas goni nas cały czas...

Oj goni i to bardzo...
Hance przebiły się dwie górne jedynki:)
Jeszcze chwila i będę miała w domu królika.
Oby tylko nie gilotynę.
Znając zamiłowanie Hanuszczaka do gryzienia zaczynam obawiać się o mój biust:/
Ale nie o tym chciałam...

Podjęliśmy wstępną decyzję odnośnie mieszkania.
Przeprowadzamy się, ale nie gratulujcie, proszę.
Jeszcze nie teraz.
Już tyle razy się cieszyłam na różne rzeczy, z których potem nic nie wychodziło.
Pogratulujecie mi w okolicach grudnia.
Albo i nie.
Czas pokaże.
Mam jednak nadzieję, że 1 grudnia będę mogła zaśpiewać razem z Florence
"Dog days are over..."


Owszem, po przeprowadzce standard życia nam się polepszy, ale ze względu na ciut większe wydatki stopa życiowa niekoniecznie.
No ale mamy do wyboru - zostać w norze i mieć więcej w portfelu, kosztem moich zwłaszcza nerwów, obaw o bezpieczeństwo nasze i Hanki, i wielu innych, albo mieć mniej w portfelu ale nie wkurzać się o to, że kuchnia pamięta lata 80 czy 70 (i to spokojnie), że jest niefunkcjonalna i okropna, że całe mieszkanie nadaje się do remontu, a właścicielka ma je gdzieś.
Owszem jak się coś zepsuje, to płaci za naprawę.
W sensie daje pieniądze "ale słuchajcie, tak do 100 złotych i jak możecie naprawcie to sami, bo ja nie umiem i nie znam nikogo, kto się zna..."
Na tym i braniu kasy za mieszkanie jej rola się kończy:/


Możliwe, że będę miała 2 dodatkowe kursy, a przynajmniej 1 w szkole językowej.
Mam nadzieję, że i to wypali.

Teraz z innej beczki:)

Hanka będzie się dzieliła:)
A czym? To już niebawem:)

Poza tym w najbliższym czasie będzie ciut kulinarnie, książkowo i ....
 ciiiiii budujemy napięcie:)
Będzie przytulnie:)

A teraz już
Dobranoc pchły na noc:)


Anjamit

Życie jest jak pudełko czekoladek...

...nigdy nie wiesz co Ci się trafi...
Każdy dzień przynosi nowe wyzwania, niespodzianki, radości, rozczarowania...
Taki emocjonalny kalejdoskop.

Za każdym razem gdy życie/ los nam coś zabiera, daje coś innego w zamian.
Zdecydowałam się na powrót na studia, teraz muszę z nich zrezygnować.
W zamian los stwarza nam okazję do tego, by na własne mieszkanie czekać w przyzwoitych warunkach. Ba! W pięknym mieszkaniu w kamienicy.
W mieszkaniu z piecem kaflowym.
Z garderobą.
Ze strychem.
W mieszkaniu, które ma to "coś", nawet jeśli nie ma w nim nic.

Kiedyś, lata temu, jeszcze w ogólniaku nie dostałam zaliczenia z matematyki. 
Czekał mnie egzamin komisyjny.
Totalnie się załamałam, bo matematyka to dla mnie czarna magia.
Do tej pory z resztą.
Moja przyjaciółka nauczyła mnie jednej rzeczy.
Bardzo mądrej rzeczy, za co do dziś jestem jej wdzięczna.

Opowiedziała mi o pewnej grze, w której chodzi o to by każdą złą rzecz jaka nas spotyka przekuć w dobrą.
Zapytałam ją jaki więc pozytyw widzi w komisie z matmy, bo dla mnie to koniec świata.
Odpowiedziała:
"Ciesz się, że nie z fizyki"

Oj tak...Ucieszyłam się i to bardzo, że to tylko matematyka, a nie fizyka.
Ta druga nie dość, że była dla mnie kompletnie niezrozumiała, to jeszcze nauczycielka napawała mnie przerażeniem.

Od tamtej pory choć to ciężkie, staram się w każdej przykrej sytuacji znaleźć coś pozytywnego.
Owszem, narzekam, czasem się użalam, czasem zbyt obnażam z mojego życia, ale taki jest mój sposób na radzenie sobie z problemami. 
Nie kiszę ich w sobie. Wręcz przeciwnie - wyrzucam. Gadam, tak długo aż wygadam.
Aż wypłynie ze mnie to, co mnie truje.
Nie oczekuję przy tym porad, użalania się, klepania po ramieniu, mówienia "będzie dobrze".
Wystarczy, że ktoś wysłucha.
Albo nawet niech udaje, że słucha.
Bo ja wiem, że mam w sobie siłę by walczyć.
Ja wiem, że dam radę.
I wiem, że w końcu jakieś światło w tunelu zobaczę.
Bo chcę.

Bo los zawsze daje coś w zamian. Tylko czasem ciężko to dostrzec...


Anjamit

Co oko widziało

Zgodnie z zapowiedzią dzielę się tym, CO OKO WIDZIAŁO:)
Niestety Gimp mi płata figle i zdjęcia są nieobrobione.
Grunt, że są:)


A Oko widziało:


To jest drugie śniadanie dwulatka, zapakowane do przedszkola....

Dawno Pana nie było, Panie Kocie;)


Ukochany krabik mamy:)


:)


Masz zgodę na zdjęcia??!!!


Po owsiance - najlepsze śniadanie:)


Wielki - Mały Lud:)


:*








Warzywa prosto z samochodu:)





Stoję:)


Na koniec muszę się pochwalić:)

TADAM:)


Sweetmilieu - bardzo dziękujemy
You Made My Day:)



Anjamit

Poranny gość:)

Dziś obudził mnie dziwny stukot i trzepot.
Nie podnosząc głowy z poduszki rzucałam inwektywy w kierunku kotów, jak się okazało Bogu ducha winnych...
Już po chwili okazało się, że mamy w domu nieproszonego gościa.
Ale za to jakiego pięknego!!!